Świadectwo powołania – s. Mariola

„Czy kochasz Mnie?” (J 21,17)- to pytanie usłyszałam w pewien niezwykły, majowy wieczór podczas lednickiego spotkania młodzieży w 2004 r. Chociaż Jezus w sercu pytał mnie o to już nieraz, to jednak wtedy czułam, że w moim życiu dzieje się coś wyjątkowego. On oczekiwał mojej odpowiedzi, ale nie tylko na to pytanie… Jezus czekał na moją konkretną odpowiedź na Jego wezwanie: Pójdź za Mną! (J 21,19). Poczułam wtedy szczególnie, że Bóg mnie bardzo kocha i potrzebuje mojego udziału w zbawianiu ludzi. On dał mi odwagę i udzielił swej łaski, aby moje serce wreszcie przepełniła zgoda na to, do czego mnie zapraszał- zgoda: nie na życie małżeńskie, nie w świecie, ale na życie zakonne…Zaowocowało to przemodloną, przemyślaną decyzją pozostawienia dotychczasowego życia- rodziny, przyjaciół, znajomych, pracy z dziećmi i wstąpienia do Zgromadzenia Córek Serca Maryi.
Zanim jednak nastał w moim życiu taki moment, Bóg delikatnie, stopniowo i z miłością, poprzez różne osoby i wydarzenia, prowadził mnie ku Sobie.
W drugiej połowie szkoły średniej zaczęłam głębiej zastanawiać się nad życiem, jego sensem, nad pytaniami: kim jestem i kim chcę być w przyszłości?, jakie ma być moje życie? Obserwowałam otaczający mnie świat, innych ludzi, konsekwencje wyborów, których dokonywali. Przykre było to, że część moich rówieśników odrzucała dobro, podejmowała nieraz pochopne decyzje, które przynosiły negatywne skutki. Ja stopniowo uświadamiałam sobie, że pragnę być dobrym człowiekiem, żyć w prawdzie i odpowiedzialności za swoje wybory. Ważne było dla mnie, aby moje życie miało sens i wartość.
Gdy byłam w klasie maturalnej, wstąpiłam do Rycerstwa Niepokalanej- ruchu Maryjnego św. Maksymiliana Kolbego. Codziennie odmawiany różaniec św., stał się dla mnie źródłem głębszego kontaktu z Bogiem i nawiązywania bliższej relacji z Maryją. Za przykładem św. Maksymiliana, do którego miałam szczególne nabożeństwo, pragnęłam zdobywać ludzi dla królestwa Bożego, za pośrednictwem Niepokalanej, poprzez modlitwę, pokutę i świadectwo chrześcijańskiego życia.
Czas upływał, zdałam maturę, rozpoczęłam wymarzone studia pedagogiczne. Moja rodzina, bliscy znajomi, obserwując mnie, moje zamiłowanie do modlitwy, dobra i prawdy, mówili czasem: ty to chyba pójdziesz do zakonu…Ja, słysząc takie stwierdzenia, wcale się nie buntowałam, bo sądziłam, że to może być moja droga. Na spostrzeżenia bliskich odpowiadałam, że chyba pójdę, ale po studiach. Mówiłam w ten sposób, ale jeszcze nie zastanawiałam się głębiej, czy naprawdę tego pragnę i jaki to mógłby być zakon. Znałam tylko jedną siostrę zakonną- moją krewną, Sercankę. Pamiętam jednak, że niekiedy czytałam artykuły i oglądałam programy o siostrach habitowych. Podobało mi się ich życie, ale uważałam, że klauzura czy habit to raczej nie dla mnie.
Pytanie- jakie jest moje powołanie?, często pojawiało się w moim sercu. W połowie studiów nie obca mi była również myśl o życiu małżeńskim. Wówczas zaczęłam się głębiej zastanawiać nad tym, czego pragnę.
Przed wakacjami w 2002 r. dostałam od mojej cioci informację o rekolekcjach, organizowanych przez siostry Sercanki. Nie bardzo mi się układało, aby jechać, ale coś mi w sercu mówiło, że warto. Zupełnie nie wiedziałam, co czeka mnie na tych rekolekcjach, ale bardzo ciekawiło mnie, co Pan Bóg mi zaproponuje. Namówiłam siostrę i pojechałyśmy. Dwa zdania bardzo trafiły do mego serca: Panie, co chcesz, abym czynił?, zaufaj Bogu do końca, bezgranicznie. Bezpośrednio po rekolekcjach byłyśmy jeszcze u cioci, o której wcześniej wspomniałam. Pamiętam, że pod koniec naszego pobytu, podsumowałam ostatnie doświadczenia i podzieliłam się z moją siostrą wnioskiem: „ ja mogłabym tak żyć…”
Po powrocie do domu, po niedługim czasie w moim życiu pojawiły się różne osoby i wydarzenia, które – jak to teraz widzę- w jakimś stopniu przysłaniały czy próbowały przysłonić mi myśl o życiu zakonnym, ale ono jednak pociągało mnie, właśnie to życie ukryte, pod szczególną opieką Maryi. Bywały momenty, że miałam wątpliwości, czy życie zakonne to naprawdę moja droga, ale wtedy modliłam się szczególnie o dar zaufania. Na wzór św. Franciszka pytałam: Panie, co chcesz, abym czyniła? – pragnęłam, aby wola Boga była na pierwszym miejscu. Starałam się żyć tym, co Jezus mówił do mnie przez różne osoby i wydarzenia, a zwłaszcza przez kapłanów i siostry podczas skupień, w których brałam udział.
Na ostatnim roku studiów moim marzeniem było podjęcie pracy w wyuczonym zawodzie, ale zdawałam sobie sprawę z tego, jak trudno jest, w tych czasach, znaleźć pracę w szkole podstawowej. Bóg jednak pomógł mi zrealizować to marzenie. Po wakacjach rozpoczęłam pracę w szkole, w której panowała wspaniała atmosfera, pełna ciepła i życzliwości. Bardzo odpowiadała mi ta praca. Mijały miesiące, a ja coraz bardziej czułam, że nadchodzi bardzo ważny etap w moim życiu- czas podjęcia decyzji. Bóg wspomógł mnie swoją łaską, napełnił światłem Ducha Świętego, dodał odwagi, abym mogła na Jego wezwanie odpowiedzieć „ TAK”.
Jestem wdzięczna Bogu za dar powołania do życia zakonnego, za wszystkie osoby, które pomogły mi odkryć wolę Bożą. Otaczam je szczególną modlitwą. Jestem też wdzięczna Maryi za nieustanną pomoc i opiekę.
Światła Duch Świętego i pomocy Maryi w odkrywaniu woli Bożej i ufnym jej przyjęciu, życzę również Ci, Droga Czytelniczko/ Drogi Czytelniku. Odwagi !!!
Ja, razem z moją Matką, chcę radośnie wołać: „Wielbi dusz moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (….), gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny….”
s. Mariola