Bóg dotrze nawet do najbardziej upartych

Czy zastanawiałaś się kiedyś co znaczy „cud”?  Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa na to pytanie: to np. uzdrowienie kogoś z ciężkiej  choroby, uratowanie życia lub nawrócenie- powrót do Kościoła. …..  Można jednak „być przy Kościele” uczestniczyć w Jego życiu i rozmijać się z Bogiem i Jego drogą. Tak było w moim życiu. Można powiedzieć, że byłam  bardzo blisko Kościoła angażując się w życie parafii, uczestnicząc w spotkaniach grupy młodzieży (KSM). Jednak miałam swoją wizję życia, swoje plany. Będąc w 1- szej klasie szkoły średniej pojechałam na rekolekcje do Skórca …..i tak to się zaczęło…..1, 2, 3… rekolekcje. W tym czasie Jezus powoli dawał mi się poznawać i uczył  kontaktu z Nim. Podobało mi się to i chętnie tam jeździłam. Do czasu…..gdy zorientowałam  się, że Jezus coś chce, ma wobec mnie swój plan( konkretnie daje mi znać, że chce mnie mieć dla Siebie) i wtedy zaczął się w sercu wielki krzyk „NIE”. Ja nie chcę tak żyć, chcę mieć rodzinę, chcę skończyć studia, pracować itd. Upierałam się przy swoim, przy tym co ja sobie wymyśliłam. Na różne sposoby próbowałam zagłuszyć w sercu ten głos, który nie ustawał. Oszukiwałam siebie, że to nie do mnie – pewnie do kogoś obok! Trwała we mnie ta walka kilka lat. Po szkole średniej poszłam na studia, ale doszłam do wniosku, że może gdy pójdę jeszcze na teologię to oszukam Pana Boga i w końcu On  da mi spokój. Nic z tego! Przez cały rok studiów czułam, że nie jestem na swoim miejscu, chociaż wszystko było dobrze. Czułam się jak „ptak w złotej klatce, który nie jest szczęśliwy, bo nie ma wolności”. Uświadomiłam sobie, że kroczenie swoją drogą nie daje szczęścia. Nie chciałam zapytać Boga o Jego drogę dla mnie, bo wiedziałam co usłyszę i dlatego lepiej było udawać, że nie wiem. Dłużej tak nie mogłam. Pojechałam na rekolekcje i pierwszy raz zapytałam Boga co mam robić, prosiłam aby zrobił coś ze mną, bo ja już dłużej tak nie wytrzymam. Dopiero wtedy dałam Jezusowi możliwość aby On zajął się moim życiem. Pozwoliłam Mu działać we mnie, w moim sercu. Jezus na moje pytanie czy mam dalej studiować czy iść do zakonu dał mi konkretną odpowiedź podczas pierwszej Mszy na rekolekcjach. Usłyszałam „Żniwo wprawdzie wielkie ale robotników mało ….” To była odpowiedz dla mnie – ja mam być tym robotnikiem. Podczas Mszy Św. wybrzmiało moje  „tak” – sztorm ucichł, w sercu zapanowała cisza i pokój. Jezus zwyciężył we mnie mój upór! W jednej chwili podczas tej Mszy Św. przemienił moje myślenie, plany, studia przestały być ważne. Jezus wszystko przemienił o 180 stopni.  !!!!!! I nadal przemienia jeśli tylko Mu na to pozwalam. Niesamowite jest Jego działanie. Pozwól Mu i Ty działać w Twoim sercu, a wtedy będzie dokonywał w Tobie wielkich rzeczy.

s. Agnieszka